Budowanie zaufania
2006-03-06
Polscy agenci nieruchomości walczą o poprawę reputacji swojego zawodu, mocno nadszarpniętej ponad dziesięć lat temu.
Przed dwoma laty amerykański agent nieruchomości Donald Pasek powiedział w wywiadzie dla Gazety Wyborczej, że wśród 150 agentów nieruchomości, których poznał w Polsce pod koniec lat 90., było zaledwie dwóch, z którymi ewentualnie mógłby współpracować. W roku 2002 szacowano, że na rynku warszawskim działa kilkunastu agentów nieruchomości zarabiających na nieuczciwych transakcjach około 50 000 złotych miesięcznie.
Najpopularniejszą sztuczką stosowaną przez pozbawionych skrupułów agentów było przyjmowanie od klientów pieniędzy w zamian za informacje o mieszkaniach do wynajęcia, które faktycznie nie istniały lub były już wynajęte. Mimo że obecnie rynek jest o wiele bardziej wiarygodny, głównie dzięki działaniom podejmowanym przez samych agentów, renomowane agencje nieruchomości nadal walczą z istniejącymi stereotypami.
Dżungla
„Jeżeli nie podejmiemy radykalnych działań na rzecz przestrzegania standardów i zasad etyki, to za parę lat nadal będziemy tkwić w „dżungli”, czytając od czasu do czasu ironiczne artykuły na temat świadczonych przez nas usług” – pisze w liście do swoich kolegów Danuta Nalazek, agent nieruchomości i członek Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości (PFRN), zachęcając ich do podejmowania zdecydowanych działań zawsze, gdy zauważą w swoim gronie przejawy nieetycznego zachowania.
W celu wspierania tych, którym leży na sercu rozwój rynku, w ramach PFRN powołano specjalny zespół do spraw przestrzegania zasad etyki zawodowej. „Amerykanie mieli 100 lat na osiągnięcie swoich obecnych standardów. My musimy uczynić to w znacznie krótszym czasie, ponieważ istnieje wysoki popyt na usługi tego typu – twierdzi Nalazek – Jeżeli agenci nieruchomości wykażą się dobrą wolą, będziemy mogli stać się grupą zawodową cieszącą się zaufaniem”. Nalazek ocenia, że od 20 do 30 procent agentów nieruchomości działających w Polsce stosuje nieuczciwe lub nieetyczne praktyki.
Obecnie zarówno obserwatorzy rynku nieruchomości, jak i jego uczestnicy wykazują znacznie bardziej pozytywne podejście, podkreślając, jak długą drogę pokonała branża od swoich początków w latach 90.
Przerzucanie mostów nad przepaścią
„Jakość pracy agentów uległa radykalnej poprawie. Istnieje przepaść pomiędzy tym, co działo się na początku lat 90. i tym, co mamy teraz” – mówi Janusz Iracki, prezes Maxon Nieruchomości i agent działający na rynku od 17 lat. Przyznaje, że okresem największego nasilenia nieuczciwych działań agentów był początek lat 90.
„W latach 90. każdy mógł założyć agencję nieruchomości. Gdy tylko ktoś dowiedział się, że jego sąsiad chce sprzedać mieszkanie, zakładał agencję. Takie sytuacje nie należały do rzadkości, więc agenci mieli bardzo złą reputację” – twierdzi Iracki. Ze smutkiem wspomina wiele szokujących przykładów nieetycznego zachowania, takich jak ten, gdy pewien agent dostarczał swoim klientom różne wersje umowy najmu dla tej samej nieruchomości. W efekcie warunki zawarte w egzemplarzu sporządzonym w języku polskim dla polskiego właściciela całkowicie różniły się od tych, które podano w egzemplarzu angielskim przeznaczonym dla zagranicznego lokatora.
Psucie rynku
Punktem zwrotnym w rozwoju rynku nieruchomości stała się ustawa o gospodarce nieruchomościami, która weszła w życie w styczniu 1998 roku. „Wcześniej rynek praktycznie nie podlegał żadnym regulacjom” – mówi Nalazek. Brak regulacji prawnych prowadził do wypaczania rynku. Wracając pamięcią do początków swojej firmy, Iracki utrzymuje, że rynek był w istocie rzeczy regulowany, ale przez monopolistę. „Mało kto pamięta, że do czerwca 1990 roku monopol na świadczenie usług obcokrajowcom miała firma PUMA. Wszelkie umowy najmu, a zwłaszcza te dotyczące nieruchomości mieszkalnych, mogły być zawierane wyłącznie za pośrednictwem PUMA. Dopiero po zniesieniu monopolu PUMA w 1990 roku można było podejmować poważniejsze operacje na rynku mieszkaniowym”.
Kolejnym krokiem zmierzającym do uregulowania działalności agentów nieruchomości było wprowadzenie w styczniu 2002 roku zasady posiadania przez nich licencji. „Jestem przekonany, że wszyscy moi koledzy posiadający licencję zawsze działają na korzyść klienta. Licencjonowanie przyczyniło się do istotnej poprawy sytuacji. Agenci, którzy otrzymali licencje, dbają o nie. Czarny rynek oczywiście nadal istnieje. Niestety, brakuje instytucji, która systematycznie kontrolowałaby kwalifikacje agentów” – wyjaśnia Iracki.
Licencja na sprzedaż
Mówi się, że licencja jest dla klienta gwarancją wysokiej jakości usług świadczonych przez agenta, ponieważ zdobycie jej wymaga zbyt wiele wysiłku i pieniędzy, aby agent mógł pozwolić sobie na jej utratę. Proces ten jest długi i czasochłonny. Otrzymanie dokumentu zabiera przynajmniej rok, wliczając w to kurs, szkolenie i egzamin, który zwykle zdaje tylko 30 procent uczestników, z powodu wysokiego stopnia trudności. Przeciętny całkowity koszt otrzymania licencji wynosi około 10 000 złotych.
Oprócz licencji, agent jest również zobowiązany do posiadania ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej oraz do przynależności do oficjalnej organizacji zrzeszającej agentów, takiej jak WSPON (Warszawskie Stowarzyszenie Pośredników w Obrocie Nieruchomościami) lub PFRN. Ta druga podjęła się opracowania Kodeksu Etyki i Standardów Zawodowych, który w ubiegłym roku został zaakceptowany przez Ministra Infrastruktury i wszedł w życie w maju. Kodeks był odpowiedzią na wszelkiego rodzaju oszukańcze praktyki. Wobec faktu, że wielu agentów kopiowało ogłoszenia dostępne w internecie i wklejało je później na swoje strony, stwarzając wrażenie, że są to ich ogłoszenia, wprowadzono przepis mówiący, że agentowi nie wolno reklamować lub umieszczać oferty, jeśli nie ma pisemnej umowy z deweloperem.
Mimo że Iracki wysoko ocenia te standardy, uważa, że niektóre z nich powinny ulec modyfikacjom.
„Może należałoby dodać, że ustna zgoda na reklamę jest wystarczająca. Tym bardziej, że świat żyje w szalonym tempie i bardzo często mieszkania wynajmowane są w pośpiechu” –mówi i dodaje: „Są sytuacje, gdy deweloper składa agentom ofertę, że zapłaci im określoną prowizję za usługę polegającą na skontaktowaniu go z potencjalnym lokatorem i sfinalizowaniu umowy. Dlaczego nie moglibyśmy działać na takich zasadach?” Iracki skarży się, że obecne przepisy nie pozwalają mu na świadczenie usług niektórym z jego klientów, którzy, na przykład, wyjechali za granicę.
Oznaki poprawy
Specjaliści podkreślają, że nastąpił istotny wzrost poziomu pracy i etyki zawodowej agentów, zwłaszcza jeśli chodzi o ich stosunki z klientami. Według ubezpieczycieli skala roszczeń w Polsce nie zwiększa się. „Z moich rozmów z ubezpieczycielami wynika, że roszczenia w Polsce są bardzo niskie. Liczba skarg kierowanych do Komisji Odpowiedzialności Zawodowej waha się między 20 a 40 rocznie. Czy jest to dużo, zważywszy na fakt, że w Polsce działa około 5 500 agentów?” – pyta Iracki.
Uczestnicy rynku wskazują również na wielką poprawę w dziedzinie stosunków między agentem a pracodawcą. „Czasy, gdy pracownik wykradał bazę danych agencji nieruchomości, znikał i zakładał własną agencję tuż za rogiem, odeszły w niepamięć” – twierdzi Iracki.
Jeśli chodzi o konkurencję, Iracki przyznaje, że obecnie rynek jest o wiele bardziej przejrzysty i mniej anonimowy. „Znamy się nawzajem i wiemy, czego można spodziewać się po konkurentach. Nieuczciwa konkurencja jest obecnie czymś bardzo rzadkim. Jestem przekonany, że Donald Pasek, który obecnie częściej bywa w Polsce, zmienił zdanie na temat polskich agentów nieruchomości”.
Agnieszka Barteczko
Źródło: WARSAW BUSINESS JOURNAL
Nr 9; 6-12.03.2006